Wracaliśmy wieczorem wspólnie do niego do domu. Było ciemno i zimno, a na uliczkach miasta nie było widać żywej duszy poza nami. Niby trzymaliśmy się za ręce i byliśmy tuż obok, ale każde z nas odpływało myślami będąc daleko od siebie.
- Co mi Ciciak powiesz? – wyrwał mnie z zamyślenia Aleks
- Tak sobie myślę
- A o czym?
- Szczerze? – popatrzałam na niego. Włosy, które mu prostowałam jeszcze godzinę temu zaczęły z powrotem  zawijać się w słodkie loczki przez wilgoć na dworze. W jego oczach było widać smutek i strach, uczucia tak nie podobne do niego – O wszystkim. A ty?
- Tak samo – roześmiał się cicho pod nosem.
Między nami znowu nastała cisza. Każdy zatopił się w swoich myślach. Może nie do końca w swoich. Martwiłam się o niego. Każde z nas miało burzliwą przeszłość, więc tym bardziej kierował mną strach o niego. Był osobą, która odmieniła moje życie i nie potrafiłam pozostać z boku gdy ma problemy.
Zatrzymałam się, stanęłam przed nim i chwyciłam go za drugą rękę.
- Misiek co jest? Przecież widzę, że nie wszystko jest okej. – spytałam
- Boję się tego co będzie. A jak za chwilę nie będę miał gdzie mieszkać? Dlaczego ja zawsze muszę popełnić jakiś błąd?
- Misiek jestem z Tobą, nie ważne co się będzie działo. Jestem z Tobą, bo Cię kocham, a na tamte rzeczy coś wymyślimy. – mówiąc to, chciało mi się płakać. Przytuliłam go, a on odwzajemnił gest otaczając mnie swoimi ramionami tak jak światło, które delikatnie świeciło z pobliskiej latarni. Podniósł moją głowę i pocałował w usta sprawiając, że wszystko choć na chwilę znajduje się na swoim miejscu.
- Kitek muszę Ci coś powiedzieć – odezwał się po chwili jak ruszyliśmy w dalszą drogę
- Nom?
- Dostałem propozycję pracy – powiedział na jednym oddechu, tak jakby bał się jak zareaguję
- Super! – ucieszyłam się, słuchając nowiny – Gdzie?
- W Irlandii
- Co?! – krzyknęłam przerażona – Gdzie?! Czy ty sobie w tym momencie żartujesz?!
- Mówię poważnie. Kumpel zaproponował mi tą pracę.
- Zamierzasz ją przyjąć?
- Nie ukrywam, że  jest to okazja aby zarobić trochę dodatkowych pieniędzy – tłumaczył się jak mały przerażony piesek – Co o tym myślisz?
- Co ja mogę myśleć… Jeżeli jesteś w stanie mieć tam lepszą pracę i lepsze życie, to jest to dla Ciebie szansa
- Nati mówisz tak jakbym zamierzał wyjechać na całe życie, a ja pojechałbym tam tylko na chwilę
- Wszyscy tak mówią, że tylko miesiąc albo dwa. W ten sposób straciłam ¾ rodziny. Nie chcę stracić ciebie – mówiłam przez łzy
- Nie będzie tak, ale jak nie wrócę do wakacji to przecież przylecisz do mnie
- Oczywiście – odpowiedziałam w sposób charakterystycznie ociekający sarkazmem.
On sam wyczuł, że dobrym sposobem będzie niekontynuowanie tej rozmowy w tej chwili za co naprawdę byłam mu wdzięczna.  Z każdą chwilą po moich policzkach spływało coraz więcej łez. Odwrócił mnie w swoją stronę, otarł moje łzy, pocałował i obiecał, że przemyśli jeszcze to wszystko, bo nie podjął żadnej decyzji.

Nie chcę go stracić. Nie potrafię być sama. Nie dam rady bez niego.

Nat

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mogłaby zamknąć oczy, udawać, że wszystko jest w porządku. Wiedziała jednak, że nie da się żyć z zamkniętymi oczami....

To nie jest tak, że z upływem czasu tracimy przyjaciół. Z wiekiem uświadamiamy sobie, kto spośród nich zasłużył na to miano....

Wiem co to muzyka